'coś jest nie tak' - z tymi słowami obudziłam się dziś i zobaczyłam znów szary dzień. kolejny już tego lata.
miałam na dzisiaj miłe plany, musiałam je niestety zmienić ze względu na pewną osobę. nie znoszę rezygnować z czegoś nie dla własnej przyjemności. wszyscy dookoła mają złe samopoczucia. ta pogoda robi nam wszystkim źle.
o 18 znów będę pić. może tym razem kawe? po piątku mam dość podrzędnych klubów. starszych ludzi ode mnie, którzy są mentalnie młodsi. przygnębia mnie ich głupota. znów mam ochotę siąść,zapalić,wypić i zapomnieć.
on znów do mnie piszę. zagmatwane me myśli na Twoim ramieniu.
wakacje czas zaczac. to moje ostatnie takie wakacje, w przyszlym roku czekaja mnie najdluzsze w moim zyciu.
w tym momencie jade do bochni,aby odwiedzic rodzinne. mam bardzo mile wspomnienia z tymi wioskami wokol tej uroczej miejscowosci.npedzimy autostrada,mijam mnostwo pieknych widokow,ktore sa bardzo charakterystyczne dla polskiego krajobrazu. kocham moja mala ojczyzne,ale chce juz wkrotce wyjechac do Toskanii. najlepiej w milym towarzystiwe.
te wakacje sa moim pierwszymi,kiedy jestem sama. dlatego mysle,ze beda wyjatkowe dzieki moim przyjaciolkom.
morze...tak bardzo chcialabym sie tam znalezc. zapomniec o tym wszystkim co mnie martwi,przemyslec i rozpoczac refleksje.
zrobilam sobie tatuaz. RARE AVIS. jestem bialym krukiem. pamietaj!
nie mam czasu dla siebie,przyjaciół(?),rodziny(?),książek,muzyki,diety,zakupów,zdrowia i snu.
czas dla siebie straciłam już dawno. zaczeło się od poświęcenia go dla znajomych,muzyki,pracy i nauki. myślenie o wszystkich i staranie się pomóc im oraz bycie przyjacielem dla siedmiu osób wraz ze wdrażaniem się w ich problemy to nie lada wyzwanie. idealny powód do zatracania siebie i trwonienia czasu.
czas dla przyjaciół straciłam,gdy chciałam być dla każdego opoką. kiedy jednej osobie pomagałam,druga i trzecia też miała problem,a ja mogłam pomóc w tym czasie tylko jednej. kiedy już to zrobiłam okazywało się,że osoba druga i trzecie ma swój kłopot już rozwiązany i są obrażone. nie mówię już o osobie piątej,szóstej i siódmej,które mimo mojego pozorycznego zainteresowania nie mają już czasu dla mnie, a ta osoba pierwsza twierdzi,że za bardzo się zaangażowałam w życie innych przyjaciół i dodatkowo jest o to zazdrosna. zostałam sama.
czas dla rodziny. kiedyś go miałam bo potrafiliśmy się porozumieć i mieć do siebie szacunek. teraz uciekam od nich bo żadnej postawy godnej naśladowania nie potrafią mi dać. nie mówiąc o zaufaniu i miłości.
czasu dla książek obowiązkowych nie lubię mieć,ale jestem zmuszona go odszukać. o czytaniu dla przyjemności powoli zapominam na najbliższe dwa miesiące.
czas dla muzyki skończył się,gdy przestałam słuchać jej z płyt. przesłuchuje foldery z muzyką w pośpiechu,biegnąc na pociąg.
czasu na zakupy nie mam z powodu jakże błahego i jednocześnie podstawiowego-pieniądze,a raczej ich brak.
czas na diete. złudnie myślałam,że go mam.
kolejność wymieniania tego na co nie mam czasu nie jest przypadkowa. ułożone to jest ważnością. no cóż zdrowie i sen powinno być pierwsze. jestem tak zmęczona nadrabianiem w każdej z tych dziedzin,że zapominam o elementarnych potrzebach.
kończę bo nie mam czasu na sen,a jest już późno...
przeżywam teraz wewnętrzne oczyszczenie,katharsis swego rodzaju. a to wszystko dzieki/przez zakonczenie dwuletniego czasu miłości. nie chce tutaj używać słowa 'związek' bo nie byłam z Nim niczym związana ani powiązana. byliśmy,trwalismy i skonczylismy to....tzn.On to zakonczyl,nauczylam sie z tego skwapliwie korzystac. moze nie bylismy pisani sobie.
teraz jest w miare dobrze...ucze sie zycia bez niego. ucze sie bawic,korzystac z wolnosci i na nowo wyznaczam granice. to trudna sztuka,zwłaszcza w moim wieku,kiedy to jest mnóstwo pokus,zakamarków zachecajacych do odkrycia i ludzi,którzy kształtują moją osobowość.
chcę znaleźć na wszystko czas,zacząć myśleć o mojej przyszłości,ale to wszystko powoli...
najpierw uczę się akceptować siebie...zaczęłam od ubierania się dla siebie.
Ta pierwsza brzmi tak dumnie,silnie i niezależnie. Ta druga potulnie,bezradnie i bezpańsko.
kobieta samotna może być nawet w związku...może nawet mieć mnóstwo ludzi...będzie ona w tym stanie dopóki nie znajdzie duszy pokrewnej,równie samotnej jak ona.
Drogie Panie,
nie dajcie się porzucić...to przecież takie niegodne. może to zbyt feministyczne,ale prawda jest taka,że kobiecie nie wypada być pozostawioną,to takie wręcz uwłaczające. Zrodziłyśmy mężczyzn,a teraz pozwalamy im na takie traktowanie? radze wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć związek,w którym nie będziesz się czuła stłamszona,tylko staniesz się partnerem,który ma swoje zdanie i potrafi je głośno wykrzyczeć.
Drodzy Panowie,
nauczcie nas rozmawiać z Wami,ale tak po partnersku. dajcie nam możliwość rozwoju.
A! i nie bójcie się nas...chcemy tylko się z Wami dogadać.
8 dzień tygodnia potrzebny od zaraz! ktoś sprzeda? odda? stworzy?
bo jeśli tak,to ja z miła chęcia go przyjmę. potrzebuje oddechu,spokoju tylko dla siebie. mam niby czas,ale niby nie mam sposobu by się oddalić od rzeczywistości. wejść w świat znany tylko mnie,gdzie słychać szum myśli,bicie serca i oddech.
myśląc nad tym jak rozwiązać mój zawiły problem doszłam do wniosku,że należy zbudować swój własny 8 dzień tygodnia. uważam,że każdy człowiek ma tak skomplikowaną psychikę,że się w niej ciągle gubi i nie potrafi jej rozwiązać,wręcz oczyścić. Wobec tego dzień na przemyślenie własnych zachowań i uczuć jest potrzebny również Tobie. znalezienie czasu na samodoskonalenie swojej osobowości jest czymś abstrakcyjnym dla wielu i sprawą zupełnie nie braną pod uwagę. nie chodzi mi tu o przyziemne kształtowanie swojego ciała i dążenia do zdobycia wszystkich szczebli kariery. mam na myśli tutaj pracę nad swoim superego,a raczej powrót do przeszłości..odnalezienie w sobie małego dziecka jest początkiem drogi do odnalezienia swojej duchowości. skonfrontowanie rzeczywistego świata z tym wewnętrznym wymaga czasu,zaangażowania i tak owej potrzeby.
ja odczułam zapotrzebowanie na rozwinięcie swojej sfery ducha. nie chcę tutaj wnikać w religie,poglądy czy nauki Wschodu. oczekuje od siebie rozwinięcia mojego wewnętrznego ja,odbudowe moralności i rozmowy..dlatego zachęcam do stworzenia 8 dnia tygodnia.
dzień tylko dla siebie, z dala od bliskich,mass mediów i tego chaosu panującego tu i teraz jest czymś bardzo istotnym,dającym dystans. można się pokusić o stwierdzenie,że nadaje on sens życiu człowieka żyjecego w świecie XXI wieku.
miałam sen. mój dziadek patrzył z góry na świat i mówił 'nie chcę wrócić do tego piekła. tam jest piekło!'.
nie ma nic gorszego niż intuicyjne poczucie,że Twój mężczyzna zdradza Cię. intuicje może zrozumieć tylko kobieta. jest to uczucie/proces niezwykle bolesny i przydatny zarazem. problemem żeńskiej części jest zaufanie jej. ja mam z tym problem. właśnie dzisiaj. właśnie teraz.
jeden impuls i czujesz,że coś się zmieniło...niestety odpowiedź za bardzo boli.
jedno co należy pamiętać w długoletnich związkach to konieczność dbania o nie. jeśli tego nie zrobią obie strony,to wkrada się intuicja,zdrada,pasja. generalnie cała masa nieszczęśliwych zdarzeń i uczuć będących początkiem końca.
zdrada boli najbardziej,ale chyba jeszcze bardziej to co się dzieje w trakcie jej odkrywania. zaczyna się niewinnie...od intuicji. jestem na tym etapie,oby moje obawy okazały się błędne.
kropla wódki na pełnym szkle. przydałoby się.
ten blog ma charakter terapeutyczny,jest on dla mnie i o mnie.
Julia? czy tak naprawdę kiedyś istniała?
po za tym mile spędzony piątek wśród znajomych, polecam gorącą czekoladę w Starym Porcie.
mam ochotę krzyczeć,płakać....spadam..szkoda tylko,że na mnie nikt na dole nie czeka.
dokładnie tak, ten kraj co raz częściej dla mnie jednym wielkim paradoksem.
po raz drugi moj przekret nie wyszedl. mialam jechac z panem M. do Zakopanego swietowac nasz rok i dupa. moja matka zadzwoniła do wychowawczyni i sie wszystkiego dowiedziala. cholera...:/
czy sie cieszcze jego przyjazdem? tak, ale sadze, ze za dlugo tu bedzie. za dlugo o tydzien.
to straszne, ze go nie chce, prawda? to sytuacja spowodowana wieloma godzinami przemyslen, poznawaniem nowych ludzi, nowych miejsc i doswiadczen.
ile razy muszę Cie dotknąć, aby się poparzyć ? no ile??
Panie L. nie mieszaj tak w moim życiu, bądź z panną Elizą. tak bedzie latwiej. dla mnie, bo w koncu ucze sie egoizmu.
hedonizm gora, ale tylko zdrowy.
tomorrow i will finish my smoke detox with L.
mow do mnie tak...bo lubie slow Twoich smak.
Tower to piekne miejsce...mnostwo sie tam dzieje, to miejsce zmienia styl mojego zycia, uczy nowych doswiadczen. z pewnoscia w przyszlosci bedzie mile wspominane przeze mnie ^^
znow milion pytan, bez odpowiedzi. byle do maja Kochanie...
hmm...Julia się stoczyła moralnie. czuję to. pije, pali....tak jest z ł y m dzieckiem. nadal czuję się mała. już co raz bardziej dorosła, lecz nadal mała.
w piatęk byłam na koncercie KNŻ. najpierw 3 piwa przed Studiem, 2 fajki. wejście do Studia już trochę na fazie i jazda.....ostro jak dla mnie było. pierwszy raz poczułam pogo. czuć, a być w pogo to WIELKA różnica. było świetnie...pózniej piwko w środku i ten feeling. mnóstwo fajek...mówię, ok piciu, ale fajkom STOP. kończę paczkę l&m'ów. tak to moja ostatnia. będe palić tylko na koncertach, tylko gdy muszę. inaczej wyląduje na odziale paliatywnym i skończę tak jak mój Tata. czuję, że on widzi moje zachowania. czuję, że on widzi jak tracę swoją godność.
kocham takie życie...ale tylko na chwilę. inni chodzą dla odstresu do klubów, ja wole te moje koncerty.
nie byłoby tak super gdyby nie moja Elizz :***
w piątek jade do mojego lubego...już się nie mogę doczekać. tak bardzo pragnę....
nie wiem jak długo to wszystko potrwa, ale wiem, że teraz jest w miarę ok.